"Frymografia" - ryzyk-fizyk

Nie jestem portrecistą. Nie interesują mnie wielogodzinne sesje studyjne z tysiącem świateł. Nie pudruję modelom nosów i nie poprawiam fryzur. Nie zamieniam aparatu w karabin maszynowy. Zdarza się jednak, że robię ludziom zdjęcia i to z odległości wyciągniętej ręki. Dzieje się to wówczas w ułamku sekundy - zanim zdążę pomyśleć, zanim mózg wyśle sygnał do zakończeń nerwowych wskazującego na migawkę palca. Sam jestem tym zaskoczony. Moje portrety kończą się, zanim zaczyna się zdjęcie. Nie wiem, kiedy powstanie następny. A kiedy powstaje, zazwyczaj nie pamiętam, w jaki sposób.

© Bogdan Frymorgen / RMF FM

Z Markiem znamy się od niedawna. Zajmuje się w Londynie popularyzacją polskiej poezji. Wyszukuje młodych twórców, tłumaczy ich wiersze a potem wydaje je w niewielkim nakładzie szyjąc ręcznie po nocach zgrabne tomiki. Jak przychodzi właściwa pora, pakuje plecak i jedzie do Polski. Tam, na miejscu organizuje swym poetom natchnione spotkania. Na ten wypad do Krakowa pojechaliśmy razem. Po raz pierwszy uczestniczyłem w wieczorze, gdzie więcej mówiło się wierszem niż prozą. Byłem trochę księciem z innej bajki. Słuchałem ciekawych wywodów, ale przede wszystkim ściskałem w dłoni aparat. Kiedy po spotkaniu Marek odsunął krzesło i schodził ze sceny, nacisnąłem migawkę.

Zawsze wydawało mi się, ze Marek to kamikaze poezji. Inwestuje w nią czas, energię i nierzadko pieniądze. Słowem, całe swoje życie. Niektóre jego projekty, jak japońscy piloci, lecą w jedną stronę, by rozbić się o niewzruszoną barierę biurokracji. Bywa, że brakuje im paliwa i upadają w morze przed osiągnięciem celu. Ale zazwyczaj kończą się wielkim, kreatywnym światłem.

Gdy robiłem to zdjęcie, nie mogłem zdawać sobie sprawy, że na czole Marka pojawi się świetlisty pasek, a na nim te dwa, zupełnie przypadkowe, angielskie słowa. Wierzę jednak, że podświadomie nasz umysł jest w stanie dokonać natychmiastowej syntezy. Miejsca i czasu. Że zdolni jesteśmy do rejestrowania chwil, które są zbyt błyskawiczne, by racjonalnie układać je w całość. Zdarzają się przed obiektywem i możemy je schwytać. Trzeba się tylko poddać wyższej sile. Jeśli wytężoną pracą opanowaliśmy warsztat, instynkt wciśnie za nas magiczną migawkę.
Portrety to trudna rzecz. Widziałem wiele, na których ludzie uporczywie gapią się w obiektyw. Brak w nich jednak prądu łączącego fotografa ze źrenicą modela, a następnie z siatkówką odbiorcy. Pozornie jest na nich wszystko, w rzeczywistości nie ma nic. Są zimne, bez emocji. Ponieważ powstają w środowisku kontrolowanym, bywają technicznie dobre. Widzimy każdy włos, każdą komórkę skóry. Wszystko dzieje się jak na dłoni, ale twarze są martwe i niezupełnie obecne. Wiele jest takich portretów. Tylko nielicznym udaje się w sztucznym świetle studia obnażyć duszę. Dusza jest bowiem artykułem wstydliwym. Podciąga za kolana spódniczkę i płoni rumieńcem. Gdy wyciągamy aparat, pali się ze wstydu.

Na duszę można zapolować. Jednak nie robiłbym tego ostrą amunicją. Ważne jest znieczulenie i władanie rewolwerem. Wyciągnięty w ułamku sekundy aparat, jeśli użyty w odpowiedniej chwili, daje nam szansę na utrwalenie intymności nieinwazyjnie. Model słyszy migawkę, ale zanim ją poczuje, jest już po wszystkim — igła wyciągnięta z ciała, strzykawka na stole. Trochę szczypie, ale nie będzie krzyku. Osobiście stosuje tę metodę tylko wobec ludzi, których znam bardzo dobrze. Muszę wiedzieć, że jednym takim zdjęciem nie zakończę przyjaźni, że moi modele potrafią wybaczać, ale przede wszystkim, muszę mieć pewność, że gdy wręczę im do ręki odbitkę, wypełnię w ich duszy miejsce, które bez pytania skradłem. Wtedy, uprawiając fotografię, wchodzę w przyjaźń jeszcze głębiej. Jestem ryzyk-fizyk, albo odwrotnie.

Dlatego też, w mojej kolekcji portretów są wyłącznie ludzie mi bliscy. Zdarza się, że gdy po długiej rozłące zaczyna mi ich brakować, drukuję te zdjęcia w rzeczywistej wielkości i wieszam na ścianie. Odczuwam wówczas wrażenie, że wpadli w odwiedziny. Że są blisko i toczę z nimi kolejną rozmowę. Śmiem twierdzić, że jest to ostateczny test dobrego portretu. Jeśli kawałek fotograficznego papieru pokryty tuszem lub cząstkami srebra skutecznie udaje żywego człowieka, trafiliśmy obiektywem w sedno sprawy. Takie polowanie nikogo nie boli.

Zobacz również: Co jest kluczem do dobrego portretu? Opowiada Szymon Szcześniak

Źródło: RMF FM

Podziel się:

Także w kategorii Inspiracje:

Dramaturgia monumentalnych przestrzeni 365 portretów w 365 dni. Projekt fotograficzny Tomasza Janusza Szeremety „Lubię pozostawiać niedosyt” - fotografie z lotu ptaka Kacpra Kowalskiego Emocjonalna podróż między fotografią a literaturą Eksplodujące, ulotne piękno przypadkowości Oto co robi mama-fotograf, kiedy jej syn śpi "1001 złych uczynków", czyli cała prawda o chłopakach ze Śląska Królewski retusz z Krakowa "Lens chimping", czyli po co nam dodatkowa soczewka do obiektywu? Richard Tuschman pokazuje, jak połączyć malarstwo z fotografią Fotografia uliczna to "umiejętność machania młotkiem". Wywiad z Maciejem Jeziorkiem [cz.2] Urok fotografii analogowej, czyli kto jeszcze powiększa zdjęcia w ciemni? "Polska to fascynujący i fotogeniczny kraj podobny do Indii". Wywiad z Maciejem Jeziorkiem [cz.1] "Frymografia" - w złym jest dużo dobrego Extra bokeh, czyli freelensing doprowadzony do perfekcji? 5 analogowych aparatów fotograficznych, które chciałbym mieć Ty fotografujesz mnie, ja fotografuję ciebie "Frymografia": W sekundę dookoła świata Stigma. Dokument fotograficzny Adama Lacha, który zmieni nasze nastawienie do Romów? [wywiad] Czy zgadniecie, co wydarzy się na fotografiach Lise Sarfati? Fotoreportaż Jakuba Kamińskiego ze Strefy Gazy z nagrodą PAP. Jak powstały jego zdjęcia? [wywiad] Leica Gallery - miejsce otwarte na współczesną fotografię Fotografia kostiumowa. Warszawa w 15 epokach od 1668 do 1983 r. Karczeby. Inscenizowany portret dokumentalny Adama Pańczuka

Popularne w tym tygodniu:

Sonda Cassini jest w kosmosie już od 20 lat. Oto najlepsze zdjęcia Saturna, które zarejestrowała ”Słabe żarty i mocne zdjęcia” to specjalność Elżbiety Adamskiej vel "Nieśmigielskiej" Portretowanie z mocą natury. Fotografka wykonała zdjęcia obiektywem z... wody Kolorowa fotografia ma już 110 lat. Zobaczcie, jak wyglądały pierwsze autochromy Malarskie prace Pawła Klareckiego przeniosą was w nowy wymiar fotografii krajobrazowej Fotograf spędził 3 tygodnie z kłusownikami... mamutów Oto najbardziej urocze zdjęcia psów w konkursie The Kennel Club Dog Photographer of the Year Łukasz Bożycki jedynym Polakiem nagrodzonym na prestiżowym konkursie fotografii przyrodniczej ASFERICO 2017 Współczesna, pompatyczna architektura na terenie byłego ZSRR Jan Kempenaers sfotografował opuszczone obiekty w dawnej Jugosławii. Wyglądają jak statki obcej cywilizacji Czy rozwój technologii fotograficznej osiągnął już swój szczyt? Czy wymyślimy coś nowego? Najpiękniejsze sceny myśliwskie i zdjęcia przyrody w konkursie im. Włodzimierza Puchalskiego